Nasz model edukacji – co z nim jest nie tak?

apple-256261_960_720Żyjemy w czasach, w których po raz kolejny zmienia się nasz model edukacji.
Z jednej strony cieszę się, że znikną gimnazja, z drugiej jestem ciekawa jakie zmiany programowe za tym pójdą. Kilka lat temu wymarzyła mi się szkoła, która uczyłaby kompetencji zapewniających dobre, szczęśliwe życie.  Czytałam „Prawa sukcesu” Napoleona Hilla i zastanawiałam się dlaczego nie uczy się w szkole tych kompetencji, które są potrzebne, aby odnieść życiowy sukces? Od kilkunastu lat interesuje mnie rozwój osobisty…. w moim wypadku naprawił to, co zniszczył obecny model edukacji.

Zastanówmy się:
Kto uczył się w szkole jak planować swoje życie i jak realizować ten plan? Kto z Was to potrafi i realizuje plany w …. powiedzmy 90%? Ja nauczyłam się tego, niestety nie w szkole, niestety również nie w domu. Nauczyło mnie – planowanie pracy drużyny zuchowej, a potem pewna cudowna książka o wspinaczce wysokogórskiej.
Kto z Was wie jakie ma mocne i słabe strony?  W moim wypadku pokazały to testy z ostatnich 2- 3 lat. Dynamika Bogactwa i kilka innych.
Kto wie jak rozmawiać i współpracować z ludźmi, którzy się od Was różnią? Jak wybrać do współpracy tych, którzy przyspieszą rozwój Waszego projektu, a nie zwolnią?  Nauczyło mnie tego ZHP, MLM i wiedza z Dynamiki.  Znów nie szkoła. Mam nadzieję, że tylko ja chodziłam do takiej szkoły, która tego nie uczyła. A może, sprawia to nasz model edukacji?
Kto potrafi radzić sobie ze stresem i emocjami? Kto ma wypracowane metody i kiedy rozpozna za drzwiami stres, może ich użyć jak broni? Przecież stres to nasz najgorszy wróg, najbardziej negatywnie wpływa na zdrowie.
Kogo z Was uczono jak radzić sobie z finansami? Znam wielu ludzi w moim wieku, którzy są tak zadłużeni i nieubezpieczeni, że gdyby coś im się stało to tylko upadłość im pozostaje..wzięli przykład z rządzących naszym Państwem? Kilkubilionowy dług, który sprawia, że suwerenność jest zagrożona, że decyzyjność staje się podobna do decyzyjności kolonii. Kto potrafi zarządzać budżetem domowym chociażby, wie ile wydaje, na co wydaje i ile zarabia? Kto z Was kontroluje własny przepływ pieniędzy?
Może ktoś z Was potrafi dobrze zarządzać sobą w czasie? Komu starcza czasu na sen i własne przyjemności mimo pracy i wielu obowiązków? Kto z Was uczy się empatii, tolerancji, zrozumienia i wspierania innych? Nie nie mówię tu o słowach,
ale o działaniu. Mówić każdy może, jeden lepiej drugi gorzej, ale ilu ludziom pomogliście dzisiaj? Ile osób wiedziało, że może poprosić Was o pomoc, kiedy jej potrzebuje? Kto z Was potrafi coś zrobić dla innych bezinteresownie?

Może nasz model edukacji prowadbook-15584__340zi do kształcenia ludzi upośledzonych życiowo? Dlaczego po tylu godzinach nauki zostaje w głowach tak mało? Czego powinna uczyć szkoła? Mój syn ostatnio miał wypisać jakie słowniki ma w domu, wypisał i mówi: mamo, a wiesz, że mój kolega nie ma żadnego… Zaczęłam się zastanawiać co jako nauczyciele i rodzice powinniśmy robić? Uczyć korzystania
z nowych technologii
, czy jednak upierać się, żeby dzieci znajdywały rzeczy
w słownikach papierowych. Nie potrafią tego robić już, kompletnie, wszystkiego szukają w Internecie. Czy to źle? Mam mieszane odczucia. Może zwyczajnie jako dorośli nie potrafimy nauczyć korzystania z nowych technologii i dlatego każemy korzystać z naszych  starych dobrych znanych i sprawdzonych metod?  Zastanówmy się czy dziennikarz mający wątpliwości co do pisowni zajrzy do papierowego słownika, czy do Internetu? Kto nauczy nasze dzieci mądrego korzystania z Internetu?  Słowniki encyklopedie to źródła wiarygodne. Internet wymaga samodzielnej oceny co jest prawdą, a co kłamstwem. Masz pomysł jak nauczyć dziecko sprawdzać informacje? A może zastosować złoty środek? Wyszukiwanie informacji w Internecie, oddzielania prawdziwych od nieprawdziwych, sprawdzając w encyklopediach i słownikach ,kształcić umiejętność oddzielania informacji  ważnych od nieważnych i łączenia ich w jedną całość. Po co uczeń idzie do szkoły? Uczeń w szkole jest nauczany, nie uczy się. Uczy się i nie myśli jednocześnie. Dlatego nic później nie pamiętamy? Czy czytanki zachęcają dzieci do czytania? Moje dziecko raczej zniechęciły. Głoskowanie czyli izolowanie literek i sylab przeszkadza i blokuje proces nauki czytania. Mam wrażenie, że ktoś kto tworzył program edukacji nie znał funkcjonowania ludzkiego mózgu.Treści które poznaje uczeń powinny być przeżywane, emocje sprawiają, ze lepiej zapamiętujemy.

Obecny model edukacji jest tak skonstruowany, aby szkoła wpajała nam wiele rzeczy, które utrudniają życie np. zamiast współpracy uczy konkurowania. Ocenianie powoduje ciągłe porównywanie się. Niestety satysfakcję sprawia Wam to w czym jesteście lepsi. Nie potraficie doceniać talentów innych i cieszyć się z nich. Nie potraficie współpracować z ludźmi różniącymi się od Was, którzy swoimi talentami potrafią doskonale uzupełnić projekt.  Zapominacie, że jedyną osobą, która ponosi odpowiedzialność za Wasze życie jesteście Wy sami. Kiedy coś nie wyjdzie szukacie kogoś na kogo można zrzucić część odpowiedzialności lub czegoś czym można wytłumaczyć się. Zamieniliście sztafetę jaką jest życie w sprint.
Dawno temu ludzie szukali podobnych do siebie bo w grupie byli silniejsi, było to potrzebne, żeby przetrwać. Do dzisiaj została irracjonalna potrzeba rugowania z otoczenia inności. Tyle, że nikt nie zauważa, że dzisiaj to jest bezsensu. Jednocześnie większość udaje, że jest taka jak inni, nie chce się wyróżniać, żeby czasem grupa ich nie odrzuciła, a jednocześnie w grupie nie robi się już nic, po prostu jest, jesteś podobny powiedzą, że jesteś ok, jesteś inny, powiedzą, że nie jesteś ok. Kto dostanie pomoc w potrzebie? Nikt… albo inaczej, najbliższa rodzina i przyjaciele, więc po co upodabniać się do grupy udając kogoś kim się nie jest?

baby-84626__340„Jakość Twojego życia zależy od tego jak dobrze wykonasz plan B”- świetny cytat. Bardzo dużo uczciwych ludzi jest potrzebnych, aby zmienić model edukacji w Polsce.
Jedyne co można zrobić to zacząć od własnego podwórka.
Co jest dla Ciebie sukcesem? Bogactwo? Awans zawodowy? Wykształcenie? Dobra praca?

Sukces to odnalezienie pasji, sprawiające, że droga do celu jest fascynująca. Sukcesem jest szczęśliwe życie!
Co byście zrobili gdybyście się nie bali dezaprobaty i porażki?

 

Sukces, co go gwarantuje?

najtrudniejszenajwazniejsze3Ostatnio mam mało czasu na pisanie. Zdecydowałam robić wszystko sama. Brakuje mi doby i zapominam czasem, że większość z Was nie zna mnie i nie wie jaką wartość daję. Dzisiaj się z Wami podzielę czymś niby oczywistym…tylko czy naprawdę?

Jaki jest najważniejszy element sukcesu w każdej dziedzinie? Dotyczy to biznesu stacjonarnego, MLM, biznesu internetowego, wychowywania dzieci, a nawet związków. Nawet sukcesu w realizacji marzenia związanego z budową domu. Każde Twoje marzenie, a raczej możliwość jego realizacji jest uzależnione od tego jednego czynnika. Czy wiesz co nim jest?

 

Czy powodzenie Twojego planu zależy tylko od Ciebie? Co jest najważniejszym składnikiem sukcesu w biznesie?

Moim zdaniem są to inni ludzie, klienci i współpracownicy. W związku to partner, a w wychowywaniu to dziecko czy nastolatek. Dlaczego o wiele trudniej wychowuje się nastolatka, niż dziecko z przedszkola? Dziecko w przedszkolu słucha Ciebie bo jesteś rodzicem autorytetem, słucha stosuje twoje rady i sprawdza co z tego wyniknie, w szkole podstawowej słucha tego co mówi Pani w szkole staje się ważniejsza niż TY, ale jeśli dobrze wybierzesz podstawówkę system wartości jest spójny. Im starsze dziecko tym bardziej chce podejmować decyzje na podstawie własnej wiedzy i doświadczenia. Naśladuje otoczenie z czasem sa to rówieśnicy, jeśli ma do tego czasu wpojony stały system wartości zgodny z nim samym jest łatwiej. mimo wszystko dorasta , eksperymentuje…co możesz zrobić? Zabronić no możesz i co to da? będzie robić nadal to samo tak, żebyś nie wiedziała/ nie wiedział. Wracamy do sedna co jest najważniejsze?

Moim zdaniem to umiejętność komunikacji.  Nikt nie słucha wykładów …studenci… czasem na nich nawet zasypiają, jeśli są ciekawe słuchają bo trzeba zaliczyć potem… w domu po szkole młodzież jest zmęczona nie słucha wykładów. nie wiem czy wiesz, zdradzę Ci jeden z sekretów sprzedaży i biznesu i… życia. kluczem są pytania, najlepiej pytania otwarte. Nasz mózg nie potrafi ignorować pytań. Dlatego w relacjach  rodzinnych i biznesie najważniejsza jest umiejętność zadawania pytań otwartych.  Na tym polega tez coaching, na zadawaniu pytań, prawda? Niby taka nowoczesna dziedzina… jasne, moja mama wiedziała, że jak mnie zapyta o moje zdanie, osiągnie więcej, niż jak mi czegoś zakaże, a żadnym coachem nie jest, jest technikiem budowlanym, robi genialne kosztorysy , wyceny budowlane :)

Przygotowuję ostatnio projekt wspieraj nastolatka, albo jak wolisz: Jak  zrozumieć nastolatka? Zastanawiam się jak to jest, że mój 19 letni syn przychodzi i opowiada mi o tym co myśli, o swoich wnioskach i mądrościach życiowych. O tak to będzie dobry przykład. Ostatnio przyszedł i powiedział:

– Mamo już wiem dlaczego nie jesteś dla mnie autorytetem niepodważalnym… Dlatego, że widzę Twoje porażki, wiem ile rzeczy Ci nie wychodzi w firmie. Gdybyś mi tego nie mówiła byłabyś dla mnie autorytetem. Minę miał pochwal jaki jestem mądry odkryłem Amerykę 😉
Wiesz co poczułam? To najczęstszy problem z komunikacją, wchodzą emocje i nie ma komunikacji, emocje są złym doradcą, zaburzają przekaz. Zapytałam go
– Uważasz, że powinnam pokazywać Ci tylko swoje sukcesy i tworzyć świat w którym nie ma trudności? Chcesz mieć obraz idealnego świata, w którym wszystko mi wychodzi, porażka nie istnieje? Chcesz, żebym Cię okłamywała, że droga do Twojego celu jest prosta, łatwa i piękna, że nic i nikt nie będzie Ci stawał na drodze?  Ja takiej drogi Ci życzę bo wszystko zaczyna się w głowie i myślach, ale moje życie takie nie jest
– Popatrzył na mnie i powiedział:  Masz  rację autorytet może popełniać błędy to nie to.
– Zapytałam: Jak Twoim zdaniem powinien zachowywać się autorytet?

Fakt jest taki niepodważalnym autorytetem jestem dla niego zawsze jak odnoszę sukcesy, wtedy kiedy ja jestem zajęta ciężka pracą, żeby je osiągnąć, on robi inne rzeczy, uczy się, gra na komputerze, nie widzi drogi. Byliśmy na szkoleniu razem na którym usłyszeliśmy, że rodzic nie może być autorytetem. Najpierw powiedział jak to? Przecież Ty dla mnie jesteś…  Potem zaczął powtarzać: Nie dziw się mamo, mówili na szkoleniu nie możesz być autorytetem dla mnie.  Trzeba uważać gdzie wysyła się dziecko na szkolenia. Tylko pytaniami otwartymi jestem w stanie spowodować, że zacznie myśleć sam zamiast powtarzać jak  papuga zasłyszane opinie innych ludzi.

O pytaniach już wiesz, teraz drugi argument. Umiejętność słuchania, empatia i zrozumienie. Nie będzie Ci się podobać wszystko co usłyszysz. Ja ostatnio usłyszałam, że moim współpracownicom nie podoba się to, że nie zawsze można na mnie liczyć, że kiedy zachoruje mi dziecko nie przyjadę z nimi pracować, że kiedy źle się czuję zostanę w domu i odwołam wszystkie spotkania. Takie są moje wartości: rodzina jest najważniejsza, a zdrowie… cóż diagnoza SM nauczyła mnie, że jak organizm mówi ” leżeć” to się nie wstaje,  można to najwyżej przedyskutować.

Moje największe sukcesy wychowawcze i biznesowe wynikają z umiejętności komunikacji. Teraz pracuję nad komunikacją z klientem, tak, żeby zrozumiał co oferuję bo zdecydowałam, że nie będę używać żadnych technik manipulacyjnych. Idealnie byłoby, gdyby klient sam chciał spróbować. Trochę mi się to kojarzy z pomarańczą. Kiedy dajesz komuś pomarańczę mówisz: masz spróbuj i nie opowiadasz o korzyściach jakie będą ze zjedzenia…

Właśnie pisząc posta coś mi się otworzyło… Dajesz, tak jak ja dzisiaj, daję Wam ten wpis z moimi ostatnimi myślami. Kiedy nauczysz się rozmawiać osiągniesz wszystko o czym marzysz. Chociaż zgadzam się z Tobą Komunikacja to trudna sztuka, czasem trzeba przyjąć na klatę czyjeś emocje, spowodowane jakąś Twoją wadą, na którą nie masz wpływu. Jest takie zdanie o przyjacielu: to ktoś, kto wie o Tobie wszystko i nie przestaje Cie kochać. Dostrzegasz zbieżność z komunikacją? Szczera rozmowa i akceptacja, że nie jest nikt doskonały. Mimo wad, porażek współpracownicy czy bliscy zostają przy Tobie i w sukcesie i w czasie kiedy pokonujesz kolejną kłodę na drodze do celu. Moim zdaniem wszystkie relacje i te biznesowe i te rodzinne z dziećmi powinny opierać się na przyjaźni. Przynajmniej w jakimś jej aspekcie. Każdy klient zasługuje na to, aby o niego dbać i troszczyć się o jego efekty. Warto tez go wspierać na drodze bo ona jest najtrudniejsza.

Odwlekanie wrogiem sukcesu?

Jola

„Zacznę jutro” nie pozwala Ci przezwyciężyć przeciwności w drodze do twojego celu. Odkładanie zabiera najlepsze okazje. We wtorek, rzuciłam Wam na Fan Page wyzwanie do walki z odkładaniem. Wypisałam swoje  odłożone sprawy i jak zwykle pracuje równo z Wami. Wiecie co? Trzy odkładane rzeczy już mam załatwione, zajęły niezbyt dużo czasu, a ulga niesamowita, czuję, że jestem lżejsza, muszę sprawdzić to na wadze 😉

Odwlekanie to nawyk, który sami sobie wykształciliśmy w życiu np chcic uniknąć czegoś co jest trudne, albo nieprzyjemne. Miałam etap w życiu w którym takie rzeczy załatwiałam w pierwszej kolejności bo kiedy je odkładamy kosztują  nas masę energii i spokoju. Wiszą nad nami niczym miecz Damoklesa. Gryzą od środka. Jakiś czas później pozwoliłam sobie, żeby wstrętny nawyk wrócił.

Postanowiłam się z nim rozprawić na dobre i zaprosiłam Was do udziału bo jak wiadomo razem łatwiej. Możecie razem ze mną krok po kroku zamieniać odwlekanie na działanie.

Czy Ty tez pielęgnujesz nawyk odwlekania przez brak samodyscypliny?

jakJak to zmienić?

Pielęgnować nawyk przeciwny! Na Fan Page wstawiłam Wam ćwiczenie. Mocne! Sprawdzam na sobie! Skuteczne. Wiem, tak samo jak ja czytaliście książki jak zwalczyć odwlekanie, część z Was nie dotarła do końca, a część nie zastosowała z tego co przeczytała żadnej wskazówki. Wiedza z książek i szkoleń NIE DZIAŁA dopóki jej nie zastosujesz.

Cytuję wtorkowy wpis z Fan Page:

Największym wrogiem sukcesu jest odkładanie.

Odwlekanie kradnie z życia najlepsze okazje.
Ogłaszam WTOREK DNIEM WALKI Z ODWLEKANIEM.
Osoby chętne zapraszam do udziału w wyzwaniu, albo jak wolicie wyzywam Was na pojedynek działania przeciw odkładaniu. <rękawiczka> :)
1. Zapisz rzeczy które odwlekasz. Zwykle to są rzeczy, których nie lubisz, nieprzyjemne, albo takie których się boisz.
2. Wyznacz termin ich realizacji. Przemyśl dobrze, nie odwlekaj.
3. Co zrobisz dzisiaj z tych rzeczy które odwlekasz od jakiegoś czasu? Jeśli robi Ci się „brrr” na samą myśl o tym, witaj w Klubie mam to samo.
4. Odhaczaj na liście każdą załatwioną sprawę na bieżąco.
5. W każdy wtorek pochwal się efektami. Ile już masz odhaczone. Możesz podzielić się co to było. Koniecznie napisz, jak się z tym czujesz.

Codziennie rób jedną małą rzecz, która przybliża Cię do Twojego celu, na początku będą to małe rzeczy, z czasem zobaczysz, że można więcej. Kiedy dopada zniechęcenie, wyciągnij do walki broń – działanie i zrób kolejny krok w kierunku celu, wtedy zniechęcenie przegra.

Każdy mały sukces doda paliwa, więc celebruj i zapisuj nawet te małe sukcesy. Może to być kartka na ścianie, może to być zeszyt, może to być słoik do którego będziesz wrzucać kartki z zapisanymi sukcesami. Kiedy  będziesz mieć zły dzień otwórz go i poczytaj. Zrób natychmiast kolejną rzecz bez odwlekania.

Do dzieła! POWODZENIA!

Jeśli potrzebujesz wsparcia zapraszam da warsztaty internetowe- wyprawę na k- 2: http://vod.potencjalszczescia.pl

Po co mi szkolenia?

FANPAGE TŁOPo co te szkolenia?  Tylko jeden człowiek na milion ma wszystkie cechy potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Nie wiem czy wiesz, ale każdy z nas jest zaprogramowany do osiągnięcia sukcesu w dowolnej dziedzinie.  Nasze wybory dotyczą tylko czasu i najlepszej dla nas dziedziny, w której najlepiej  się czujemy.  Niektóre rzeczy będą wymagać od nas więcej czasu i pracy, inne mniej. Czytałam ostatnio artykuł, że nasze dzieci są źle wychowywane. Fakt szkolna edukacja … brak mi słów…. Nauczyciele nie mają już autorytetu jak kiedyś, krytyka rodziców i brak „wspólnego frontu” nie przyczynia się do dobrego wychowania. Czasem jednak trudno szanować nauczyciela, który swoja robotę po prostu odwala… Nauczyciel jak lekarz powinien pamiętać o swojej misji po pierwsze nie szkodzić, po drugie pomagać. Obowiązkiem nauczyciela jest wspieranie rozwoju i wychowania dziecka bo od niego niejednokrotnie  zależy życie tego dziecka.  Karygodne jest kiedy nauczyciel krytykuje metody wychowawcze rodzica wobec dziecka, wtedy nie ma szans na autorytet i jedyne co zostaje takiemu nauczycielowi to zastraszenie dziecka, żeby słuchało…a to nie jest dobry sposób. Wiecie komu jest najtrudniej? Komuś kto pracuje w tym zawodzie, wie jak powinno być, wie jak jest u niego na lekcjach i nóż w kieszeni się otwiera jak inni biorą takie same albo większe pieniądze za taką fuszerkę. Mój młodszy syn po pierwszych trzech klasach w szkole podstawowej nie cierpiał żadnego rozwijania się, czytania, zdobywania wiedzy… zupełnie nie wiem, gdzie jest to moje ciekawe wszystkiego dziecko, które wysłałam do pierwszej klasy. Od czwartej klasy jest nieco lepiej, widać że część nauczycieli ma pozytywny wpływ…medal dla Pani z biblioteki :) Wracając do artykułu… napisali, że dzieci są nieporadne , że uważają że mogą wszystko… Moim zdaniem mogą wszystko, ale to nie jest tylko tak zamarzy mi się i mam, nad wszystkim trzeba popracować. Pamiętajmy tez że dzieci i młodzież uczą się głównie przez naśladownictwo nas dorosłych, więc jeśli my uważamy ze szkolenia nie są potrzebne to dziecko ma sygnał nauka nie jest potrzebna, to tylko nudny obowiązek. Mam rację? Najlepiej uczymy się w praktyce. Ja swoja wiedze i umiejętności zawdzięczam głównie druhnie Wiesławie Szczawińskiej, kiedy miałam 12 lat ona uczyła mnie jak pracować z dziećmi, co zrobić kiedy jakieś dziecko się izoluje, co zrobić kiedy jest agresywne. Wiesia była najpierw Namiestnikiem Zuchowym potem Komendantem Hufca, dzieliła się swoją wiedzą, niesamowicie wspierała i bardzo dużo wymagała…właśnie sobie uświadomiłam skąd u mnie wzięły się takie cechy. Połączenie odpowiedzialności maksymalnej z doskonała zabawą to klucz do wychowania. Nie byłam profesjonalistą byłam pasjonatem z genialnym mentorem :) Nie ma dla mnie problemu wychowawczego nie do rozwiązania, właśnie dzięki tej kobiecie, a potem dzięki doskonaleniu umiejętności, które ona ze mnie wydobyła. Najwięcej i najlepiej uczymy się przez doświadczanie i praktyczne działanie.

Jeśli dziecko nie chce się uczyć i rozwijać, może dobrym sposobem jest właśnie iść na szkolenie uczyć się i rozwijać? Tak wiem powiecie, że już nie ma czasu w dorosłym życiu. Zadziwiające jest,  jak dużo jesteśmy w stanie robić jeśli chcemy. Miałam taki czas jeszcze cztery lata temu, że znajomi przychodzili i pytali z podziwem w głosie: Jak Ty to ogarniasz? Wtedy nie rozumiałam o co im chodzi, patrzyłam ze zdziwiona miną i odpowiadałam: A jakie mam wyjście? Teraz próbuję odtworzyć, jak ja to wtedy robiłam bo jakieś straszne wydarzenia z życia mojej rodziny zupełnie mnie wybiły z tamtego rytmu. Chciałam wrócić i…okazuje się, że tam się spóźniłam, ale to pikuś, nie zdążyłam do 2 osób zadzwonić, nie miałam kiedy ugotować obiadu i jak to… mieściło się w dobie…. i się nie mieści…  Napisałam na FB ze proszę, żeby mi ktoś przypomniał jak ja to robiłam 4 lata temu i że tylko pamiętam, że jakimś cudem robiłam kilkadziesiąt zadań każdego dnia. Chyba nikt z moich znajomych nie widział wpisu, jeden z nowych znajomych wrzucił tam swoją reklamę dotyczącą szkoleń i coachingów z zarządzania czasem. Odpowiedziałam, że gdybym znalazła czas na  szkolenie z zarządzania sobą w czasie to nie potrzebowałabym szkolenia. W sumie mogłam zaprosić na szkolenie z dobrego wychowania FB bo nie reklamujemy się na stronie innej osoby, bez jej zgody, ale myślę ze zdawał sobie sprawę, więc wiedza mu niepotrzebna, tylko jej zastosowanie. Podobnie jak u mnie zarządzania czasem i sobą w czasie uczył mnie: Daniel Kubach, Adam Ubertowski, Napoleon Hill, Bartek Popiel i wielu innych, czyli niepodważalni mistrzowie i osoby, które osiągnęły sukces. Więc tak: wiem wszystko, robiłam to i … o co chodzi?

zorganizowac

Czasem napisanie czegoś uwalnia rozwiązanie. Napisałam na FB poszłam pod prysznic i nagle…olśnienie przecież: ja chce ruszyć z miejsca, rozpędzając się od razu w sekundę do 100km/h, a tego to nawet Tesla nie potrafi.

Jak ja to robiłam wcześniej? Stopniowo!

Najpierw rodzina i dom, sprzątanie, gotowanie, czas dla dziecka, potem praca na etacie ze stażami, potem dokładałam studia podyplomowe , potem dołączyłam drugi biznes. W między czasie rozwiodłam się, ale kupiłam zmywarkę i  wyszło czasowo na to samo. We wszystkim 100 % siebie czyli codziennie 100% siebie dla dzieci dla jednej pracy dla drugiego biznesu i dla domu i dla kuchni i dla swojego rozwoju. Sześć etatów, ponad 20 zadań codziennie, wszystko „na zakładkę” i perfekcyjnie zorganizowane. Na półkach zero kurzu, codziennie dwudaniowy obiad w niedziele deser, nagrody w pracy i w biznesie, czas dla dzieci na czytanie, zabawy, czas na rozmowy z przyjaciółmi…

Doba nie jest rozciągana, ale  tak samo jak w walizce można w niej sporo „upchnąć”, jak się dobrze poukłada. Tylko nie da się wrzucić wszystkiego na raz  w biegu, nie da się ruszyć z „piątki”, kiedy światło zmieniło się na zielone. Już sobie wszystko układam. W ramach organizacji czasu nie wdaję się w zbędne dyskusje na FB, tylko usuwam  inne reklamy od siebie. Jeszcze mam kilka „zagwozdek” do rozpracowania np dzielenie się obowiązkami domowymi z dziećmi…. Kto ma dzieci powyżej 18 r.ż, wie jak idzie wyrzucanie śmieci, czy rozpakowywanie zmywarki. Jak opracuję rozwiązanie, to je opatentuję 😉 Szkolenia są potrzebne, jeśli brakuje wiedzy i umiejętności, ale samym szkoleniem nie zrobisz nic. Trzeba tą wiedzę stosować w praktyce, dlatego na moich warsztatach tak duży nacisk jest położony na to, co między warsztatami, czyli na samodzielne wdrażanie wiedzy i umiejętności w życie bo w tym tkwi istota zmian.

Pamiętacie? Na filmie jest wymienionych kilka cech potrzebnych do osiągnięcia sukcesu w dowolnej dziedzinie:

Po pierwsze i najważniejsze to wybrany i zaplanowany cel, po drugie wiara w jego osiągniecie, po trzecie pewność siebie, koncentracja czyli skupienie uwagi na drodze, współdziałanie czyli umiejetnosc współpracy, umiejętności przywódcze, liderskie i zarządzanie ludźmi. Dołóżcie do tego tolerancję oraz  traktowanie drugiego człowieka tak,  jakbyśmy sami chcieli być traktowani,  umiejętność wyciągania wniosków z własnych porażek, zarządzanie pieniędzmi i umiejętność oszczędzania. Niezbędna okazuje się również wyobraźnia i inicjatywa, pasja w tym działaniu, samokontrola, robienie więcej, niż to za co nam płacą, przez niektórych nazywana nadgorliwością. Precyzyjne myślenie, a co za tym idzie efektywność…i jeszcze jedna zasada, ale o tej opowiem Wam na szkoleniach i coachingach.

Chciałabym, żebyście napisali mi w komentarzach, których umiejętności Wam brakuje do osiągnięcia sukcesu. Przyjrzyjcie się uważnie i zobaczcie, że czasem są to dwa elementy czasem tylko jeden, który Was dzieli od osiągnięcia sukcesu w dowolnej dziedzinie.

Zapraszam do obejrzenia filmu oraz na szkolenia, warsztaty, coachingi, online i realnie w Łodzi w kilku placówkach edukacyjnych, z którymi wkrótce podejmę współpracę.

Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do kontaktu mailowego: potencjalszczescia@gmail.com.
W ten sposób możecie się umówić ze mną nawet na rozmowę na skypie, w trakcie której opowiecie mi, czego potrzebujecie, a ja dopasuję ofertę do Waszych potrzeb indywidualnie.

Sukces dzisiejszego dnia

Photo credit: h.koppdelaney / Foter / CC BY-ND

Photo credit: h.koppdelaney / Foter / CC BY-ND

Nic tak nie wzmacnia pewności siebie, jak sukces!

Zazwyczaj nie skupiamy się na tym co nam się udało, tylko na tym, co nie poszło, zgadza się?  Trzeba to odwrócić. Codziennie wieczorem zastanowić się co dziś zrobiłam/zrobiłem super,w czym jestem najlepsza/najlepszy. Możesz to zapisywać w zeszycie, na komputerze, ważne, żeby to robić codziennie.

Po ubiegłorocznych warsztatach z pewności siebie założyłam grupę na Facebooku. Grupa służy właśnie do tego, żeby wpisywać sukcesy, tak często jak się da.

Grupa przypomina, że nie wszystkie  sukcesy masz ochotę pisać publicznie, ale w swoich notatkach koniecznie wpisuj wszystkie i codziennie. Robiłam tak miesiąc i moja pewność siebie znacznie wzrosła. Nauczyłam się dostrzegać, to co robię dobrze i okazało się, że jest tego więcej, niż tego co „chrzanię”.

2036394608_47f6d75c56

Photo credit: seeveeaar / Foter / CC BY-ND

Zapraszam Cię do grupy: Sukces dzisiejszego dnia.

Jest to co prawda grupa zamknięta, ale z przyjemnością otworzymy wrota dla nowych, miłych, pracujących nad sobą ludzi :) W Twoim życiu będzie więcej tego na czym się skupiasz, więc przenieś punkt skupienia na Twoje sukcesy,osiągnięcia, wszystko to co robisz dobrze.

Zauważ, kiedy zaczynasz się skupiać na zdrowym odżywianiu, nagle spotykasz ludzi, którzy interesują się tym samym, wpadają Ci, nowe przepisy w ręce lub przed oczy w Internecie. Zgadza się? Jak to się dzieje? Może jest tak, że to jest zawsze w Twoim otoczeniu. Tylko nasza percepcja jest bardzo wybiórcza i widzimy tylko część rzeczywistości. Kiedy się na jakimś temacie koncentrujesz, zauważasz więcej rzeczy w otoczeniu dotyczących danego tematu.

Poza tym chcesz, czy nie chcesz, przejmujesz zachowania, sposób myślenia tego czym się otaczasz. Wszyscy ludzie, którzy dorastali w kiepskich środowiskach, a potem rozpoczęli normalne, inne, lepsze życie, znaleźli sobie inne środowisko w którym przebywali. Mieszkając na kiepskim osiedlu, czytali książki o innym świecie, normalnym. Ludzie z niewykształconych rodzin czytali o wynalazkach, odkrywcach, naukowcach i nagle sami zostali znanymi naukowcami. Wszyscy tworzyli sobie drugie, wspierające otoczenie. Nie zawsze można zmienić środowisko w którym się żyje, ale zawsze można stworzyć sobie inny świat, taki swój wymarzony i przebywać w nim…. w książkach, filmach, w wyobraźni. Napoleon Hill pisał, że kupił najlepsze ubrania i chodził tam, gdzie chodzą bogaci ludzie, żeby wśród nich przebywać.

Kiedy skupiasz się na ludziach, którzy krytykują innych, musisz przebywać w ich środowisku, nieświadomie zaczynasz więcej krytykować.  Kiedy przebywasz w środowisku ludzi, którzy bluźnią, zaczynasz więcej bluźnić, a kiedy przebywasz z ludźmi, którzy narzekają zaczynasz narzekać. Dla równowagi  skupiaj się na tym co dobre, w ten sposób zauważysz w Twoim otoczeniu ludzi, którzy są optymistami, mają coś, co kiedyś nazywano klasą bo przecież chodzi o to aby się rozwijać i iść w górę, a nie dawać ściągać się w dól. Zwłaszcza jeśli Twoje środowisko jest nieciekawe, działa jak bagno, kiedy zbyt gwałtownie próbujesz wyjść wciąga Cię z powrotem. Kiedy jednak znajdziesz kogoś z liną, kto powoli Cię wyciąga (mentor?)…bagno w końcu odpuści i wyjdziesz na suchy ląd.

Powiesz no tak, ale jak skupiać się na sukcesach, kiedy trudno je dostrzec, a porażka leci za porażką?  Doskonale Cię rozumiem od kiedy otworzyłam firmę, dostaję masę nauk od życia. To powoduje spadek pewności siebie. Teraz będą tacy, którzy powiedzą no tak jak ktoś kto traci pewność siebie, może z tej pewności warsztaty prowadzić. Inni zrozumieją, że ktoś taki najlepiej rozumie i testuje wszystko na własnej skórze, więc ma mnóstwo świeżych przykładów, jak odbudować pewność siebie jeszcze raz.  Coś dla Feniksów wstających z popiołów.  :)

Sceptycyzm i zwątpienie zatrzymają Cię. Porażki służą do wyciągania wniosków i uczą pokory bez nich żaden sukces nie jest możliwy. Trzeba pamiętać, że to co było już minęło, jeśli do tej pory się nie udawało, zmień kilka nawyków, które Cię tam zapędziły.  Takimi destrukcyjnymi nawykami może być rozpoczynanie dnia od Facebooka, komputera, gier, seriali… Nagle okazuje się, że cały czas uciekł. Zastanawiasz się, gdzie ten dzień się podział i na nic nie ma czasu. Masz tak? A gdyby tak zamienić zły nawyk, na jedną czynność wykonywaną każdego dnia? Coś co codziennie przybliży Cię do Twojego celu?

Photo credit: teamstickergiant / Foter / CC BY

Photo credit: teamstickergiant / Foter / CC BY

90 dniowe wyzwanie?

Dieta bez soli? Dieta bez mąki i cukru? Aktywność fizyczna każdego dnia np bieganie, taniec, pływanie? Codziennie nagrane jedno video z wartościową wiedzą? Codziennie  napisany jeden post na blogu, jeden rozdział książki? Może 90 dniowe oczyszczanie i regeneracja organizmu?

Zadbaj o siebie . Wiosna to czas odrodzenia, więc życzę Ci odrodzenia lepszego człowieka, w lepszym ciele. Nic, nie dzieje się na pstryknięcie palcami,wszystko wymaga czasu, daj sobie 90 dni.

potencjalszczescia.plPamiętaj o zapisywaniu każdego sukcesu, codziennie każdego kroku w kierunku Twojego celu.

Czekam na Twój komentarz. Kto podejmuje wyzwanie? Co będzie Twoim wyzwaniem?

Samodyscyplina, cierpliwość, wytrwałość, pełna wiara…

Photo credit: Justin Hee / Foter / CC BY

Photo credit: Justin Hee / Foter / CC BY

Miał być post o Walentynkach i miłości, ale chyba jednak o miłości poczytacie w książce, za jakiś czas się ukaże pierwsza. Jakoś nie ten nastrój. Dziś o czymś innym. P. Coelho w Alchemiku nazwał to znakami własnej legendy, ktoś inny rozmową z Aniołem…nazwy dla mnie są mało istotne nauczyłam się że nie muszę rozumieć wszystkiego.

Ostatnio pomyślałam co dalej co powinnam robić, żeby ruszyło i ile jeszcze… W nocy obudził mnie dźwięk mieczy. kogoś walczącego  z kuchni, a może kogoś kującego miecze? Nic nie zrozumiałam, jak można spać kiedy cały czas słychać dźwięk uderzeń stali, wstałam nieprzytomna. Rano na FB ktoś wstawił artykuł o człowieku który robi samurajskie zbroje.

Photo credit: arol lightfoot / Foter / CC BY-SA

Photo credit: arol lightfoot / Foter / CC BY-SA

Samuraja cechuje lojalność i samodyscyplina. Prawda, że mocna wskazówka? Coś tam było jeszcze o ścinaniu głowy wrogom, ale jak mam ścinać komuś głowę skoro nie odróżniam przyjaciela od wroga? A do carycy Katarzyny dziś mi daleko…. Może chodzi tylko o to, żeby sprzątać swoje otoczenie z ludzi, którzy nie tworzą z nami Superumysłu?

Zresztą negatywne emocje to nie jest coś na czym chciałabym się dziś skupić. Dziś punktem skupienia są strony do tworzenia LP, SP, systemy płatności,  coś trzeba wybrać chyba zrobię losowanie, albo posłucham intuicji bo logicznie rzecz biorąc za dużo niewiadomych, rejestracja listy w GIODO, która nade mną zawisła.  Czyli wszystko co potrzebne do tunelu sprzedażowego. Niby coś tam wiem, ale w Internecie , a co za tym idzie w marketingu internetowym zmienia się wszystko tak szybko… :) Sukces z wczoraj lista- Kompas Szczęścia rośnie jak na drożdżach, dziękuję Wam za zapisy :) Tak naprawdę jest kilka opcji nie wiem co wybrać, ale skoro nie ma kogo zapytać trzeba zdecydować samemu… wróciłam dziś do mojego ukochanego Napoleona… i tak się zastanawiam co sprawia, że najważniejsze marzenie  w życiu, może się spełnić w ciągu tygodnia… Co takiego zrobiłam wtedy na szkoleniu w Kaliszu, że po powrocie się spełniło to o czym pomyślałam. jak to powtórzyć w innych dziedzinach życia z innymi marzeniami…. a dziś u Napoleona czytam…cierpliwość, wytrwałość, pełna wiara… Dokładając moją ukochana Japonię… samodyscyplinę i lojalność.

Photo credit: indi.ca / Foter / CC BY

Photo credit: indi.ca / Foter / CC BY

Kolejna książką, która przeczytam będzie Kodeks samuraja tylko najpierw skończę ze 4 z tych które czytam dziś, zbyt dużo wiedzy z Napoleona ucieka mi przez  rozproszenie…w ogóle zbyt wiele ucieka przez brak koncentracji.

Nie wiem na ile rozumiesz to co napisałam. Komentarze i maile służą do zadawania pytań, a ja chętnie na nie odpowiem :) Pięknego dnia bez japońskiego „jako tako” raczej z samurajską samodyscypliną.

Nie jestem doskonała ….

skrzyzowanie„Nie jestem doskonała, ale doskonale sobie z tym radzę” tak pomyślałam wczoraj, kiedy o mało nie zablokowałam skrzyżowania. Mój perfekcjonizm doprowadził do tego, że jestem fatalnym kierowcą. Jak to się stało? Zaraz opowiem i pamiętaj, że dotyczy to nie tylko jazdy samochodem.

Kiedy zaczynamy coś robić, popełniamy wiele błędów, niektóre z nich mogą kosztować czyjeś życie. Tak jest z moją jazdą samochodem, mam tego świadomość, że zaczynając jeździć do doskonałości brakuje mi bardzo dużo. Mam tez świadomość, że błąd może kosztować bardzo dużo i nie mam tu na myśli strat materialnych. Jaki efekt? Chciałabym jeździć samochodem od razu jak zawodowy kierowca, perfekcyjnie. Chciałabym pomyśleć jestem doskonała w tym co robię i jeżdżę bezpiecznie…. zapomnij wprawa przychodzi z ćwiczeniami i praktyką, ie ma opcji, żeby od razu być doskonałym. To nie tak jak z jazdą konną, gdzie wsiadłam pierwszy raz i usłyszałam: „Ty to się chyba w siodle urodziłaś, nie wierzę, że pierwszy raz jeździsz”  konnoOczywiście zrobił się jakiś sabotaż i potem nie było tak łatwo, kilka barierek, jakiś słup wysokiego napięcia w locie zaliczony, tekst kolejnego instruktora: „Jak się nie nauczysz spadać bezpiecznie, to ja Cie uczyć nie będę. Nie chcę widzieć więcej śmierci w Twoich oczach” Jakaś podkowa przybita na ramieniu (tak to jest, jak się wystraszy konia spadając mu tuż przed łbem w trakcie skakania przez przeszkodę 😉 Po 12 latach podkowa ” na szczęście” zniknęła a ja już kompletnie nie mam kiedy jeździć. Wnioski? Będziesz upadać, będziesz się potykać, będziesz wpadać w doły itp naucz się to robić bezpiecznie.

Perfekcjonizm zgubił wielu ludzi. Jedynym sposobem, żebym nie popełniała błędów jako kierowca jest: nie prowadzić samochodu. Błędów nie robi tylko ten, kto nic nie robi. Można ich ilość zminimalizować, ale jeśli coś zaczynamy, nawet jeśli przygotujemy się najlepiej jak potrafimy i tak błąd może się pojawić. Jesteśmy tylko ludźmi.  No tak, ale jeśli komuś stanie się krzywda? Czy mamy jednak nad tym 100% kontroli?

Najtrudniejsze przy przejściu z etatu do własnej firmy dla mnie było to, żeby konsekwencji moich złych decyzji nie ponosiły dzieci. Jeśli coś nie pójdzie i wtopię, nie chcę, żeby oni to odczuli. Chcę, żeby mieli bezpieczne, normalne dzieciństwo czy młodość, która ich rozwija i pozwala wykorzystać te lata najlepiej jak się da na zabawę i rozwój. Ja wiem jak to jest, kiedy nie ma się co jeść, wiem jak smakuje pierwszy posiłek po 7 dniach nie jedzenia, nie chcę, żeby oni to wiedzieli. I co? Staram się jak mogę, efekt jest taki, że nie mam ani czasu dla nich tyle ile bym chciała, ani kasy tyle, żeby rozwijali swoje pasje, ani możliwości wozić ich kiedy byli mali na zajęcia dodatkowe. Mimo tego, że bardzo się starałam wtopiłam w wielu kwestiach. Dlaczego? Bo nie mamy 100% kontroli nad wszystkim. Nie mamy gwarancji, że jeśli zrobimy wszystko co w naszej mocy wszystko się uda zrealizować. Jasne, że jak czegoś bardzo chcemy możemy wszystko, jednak nie zawsze od razu, czasem wymaga to dużo czasu i ceny. Nie zawsze chcemy zapłacić ta cenę. Nic nie jest za darmo płacimy cenę wszystkiego, a najwyższą wartością jest czas. Im więcej wiesz im lepszych masz mentorów tym masz większa szansę na powodzenie i na szybką realizację. To jednak również nie wyklucza błędów i wtop. Czasem konsekwencje tych wtop są ogromne. I co? Najlepsze co możesz zrobić to wyciągnąć dobre wnioski na przyszłość, stać się innym człowiekiem, nie popełniać tych samych błędów po raz drugi.

Wczoraj wjechałam na skrzyżowanie i nie wiedziałam gdzie jechać… uznałam, że najważniejsze jest, żeby jak najszybciej stamtąd zjechać bo samochody inne już ruszają i zaraz kogoś zablokuję. Nigdy nie chciałam mieć nawigacji, od wczoraj chcę. Mapa i nawigacja, plan A i plan B bo zależy mi na tym, żeby jeździć bezpiecznie, a zastanawianie się, która to ulica mocno dekoncentruje. Nie muszę być doskonała od razu, ale muszę zacząć i ćwiczyć, żeby stać się kiedyś, w przyszłości doskonałą w bezpiecznym poruszaniu się samochodem. Dużo dodatkowych wniosków wczoraj dało mi to, że jechałam na warsztaty coachingu i w trakcie ćwiczenia przerobiłam sobie temat jak nauczyć się jeździć bezpiecznie. O tym czym jest coaching, napiszę w kolejnym poście.

autoKażdy mistrz popełniał masę błędów w trakcie swojej drogi, ćwiczeń i zdobywania doświadczenia. Zanim powiedział: Jestem doskonały, jestem mistrzem zaliczył masę wtop. My najczęściej widzimy sukces, a nie drogę to właśnie powoduje, że umyka nam najważniejsze. Bo właśnie droga jest najważniejsza.

 

Rozwijanie potencjału szczęścia

6814853474_beae2bc858_n

Photo credit: nist6dh / Foter / CC BY-SA

Ostatnio odkrywam  i odkurzam swoje pasje….
Też mi przyszło na „stare lata”. Przypomniało mi się, że jak byłam mała pasjonowało mnie projektowanie ubrań, wnętrz, domów. Wtedy szyłam na maszynie, robiłam jakieś rzeczy na drutach, wymyślałam… Gdzie mi to potem uciekło? Dlaczego dopiero rok temu, po odkryciu profilu Dynamiki przypomniało mi się, jak wspaniałą pasją jest tworzenie, jak wiele fantastycznych rzeczy tworzyłam jako mała dziewczynka.

Byłam grzeczną uczennicą, niektórzy twierdzili, że aż za grzeczną. Chyba nikt nie wpadł na to, że mam fobię szkolną. Szkoła  podstawowa pierwsze 6 lat, była ogromnym stresem. Bałam się odezwać bo mogę coś pomylić, odpowiedzieć źle, a przecież po to chodzi się do szkoły, żeby się uczyć, nie chodzą tam ludzie, którzy już wszystko wiedzą. Przyjaciół jak na lekarstwo. Trend- kto się uczy i nie marnuje czasu to trzeba go zniszczyć, skrytykować, przecież to kujon. Nauka dla ocen bo rodzice ucieszą się z piątek. Gdzie tam znaleźć miejsce na indywidualność, kreatywność, rozwijanie pasji? Uwielbiałam śpiewać, powiedzieli, że nie nadaję się do chóru, ani do szkoły muzycznej, nie mam szans, jestem za słaba. Nikt mi wtedy nie powiedział ile razy Edison próbował z żarówką, nie wiedziałam też że  M. Jordana nie przyjęli do szkolnej drużyny koszykówki. Jako grzeczna dziewczynka odpuściłam i dostosowałam się. Szkoła była stresem i troszkę tam się zachowywałam jak zombi, robiłam co kazali i tyle. Na moje szczęście w domu nie byłam grzeczna i z każdego ścinka materiału, z każdej resztki włóczki tworzyłam co się dało. W biurze projektów podpatrywałam rysunki i rysowałam projekty mieszkań. Bawiłam się świetnie. Jakoś nikt w szkole, która powinna rozwijać potencjał, nie zauważył żadnej z tych rzeczy i o rozwoju pasji nie było mowy.  Sytuacja w domu też nie sprzyjała rozwojowi. Na moje szczęście trafiłam najpierw do drużyny harcerskiej, a potem do zuchowej jako przyboczna, po kilku latach prowadziłam drużynę zuchową. Tam nauczyłam się wielu genialnych wartości, współpracy, polegania na innych, gry na gitarze, empatii, pracy z dziećmi również, dokładnego planowania i realizacji celów. Czy nie powinna tego uczyć szkoła?

8720604364_85c5931a14_n

Photo credit: Lupuca / Foter / CC BY-SA

Jako nauczyciel w szkole specjalnej widziałam inna stronę…. Moim zdaniem można, a nawet trzeba rozwijać potencjał, przynajmniej w szkole specjalnej.  Chociaż w szkole specjalnej pracuje się też nad słabymi stronami, aby uczniowie mogli być w przyszłości jak najbardziej samodzielni. Klasy są mniejsze, dzieci trudniejsze… Kiedyś była większa swoboda  w wybieraniu tego co najważniejsze do nauczenia, teraz doszło wiele bzdur, ale i tak jest miejsce na rozwijanie pasji. Współpracownicy mówili, że mi  jest łatwo bo informatyka jest przedmiotem, który dzieci lubią. Wcale nie jestem przekonana o tym.  W programie jest np nauka edytora tekstu, kto lubi przepisywanie tekstu? Dzieciaki najlepiej uczyły się pisać, rozmawiając między sobą za pomocą komunikatora. Edytory tekstu poznawały robiąc kartki świąteczne, czy z okazji dnia mamy itp. Wszystko było po coś. Wszystko angażowało emocje, inaczej byłaby nuda.  Musiała być fajna atmosfera na lekcji, sprzyjająca rozwojowi i nauce, wspierająca. Były rzeczy, które trzeba było zrealizować, ale można było je uatrakcyjnić. Był czas na to, żeby rozwijać pasje dotyczące podróży, zwiedzania, modeli samochodów, wyszukiwania informacji, wyszukiwania muzyki. Jeśli się chce, to można, a efekty były rewelacyjne.

Trudno robiło  się projekty w więcej, niż dwie osoby przy komputerze. Najlepiej współpracę w parach było widać na kole informatycznym, kiedy współpracowały ze sobą dzieciaki z podstawówki i z gimnazjum z różnych klas, ze skrajnie różnymi umiejętnościami. Każdy rozwijał się w swoim tempie i w wybranym kierunku, poza tym, co obowiązkowe rzecz jasna. Czasem ja pokazałam gdzie i jak szukać, a oni zdobywali umiejętności i wiedzę nawet tą, której ja nie miałam. Widać że jak się chce to można. Nie zawsze, nie wszędzie da się przeskoczyć ludzi myślących inaczej, ale są miejsca wspierające rozwój.

Czy to znaczy, że dzieciaki u mnie były niegrzeczne? Nic z tych rzeczy, każdy zajęty swoimi zadaniami, pasjami, nawet „chuligani” wyciszali się zupełnie. Co nie znaczy, że była cisza na lekcji, ale nie było też  wielkiego hałasu. Często na przerwach pytali, czy mogą przyjść właśnie po to żeby się wyciszyć, uspokoić. Myślę, że tak samo można prowadzić zajęcia na innych lekcjach i tak samo wspierać rozwój dziecka. Wystarczy wybrać odpowiednich ludzi i stworzyć system, który im to umożliwi. Sprawi, że dzieciaki będą w szkole rozwijać zainteresowania, pasje czyli swój potencjał.  Będą potrafiły współpracować w zespole i wspierać się nawzajem, będą marzyć, realizować cele, a przede wszystkim szkoła nie będzie niszczyła ich pewności siebie i kreatywności. Kończąc taką szkołę uczeń będzie wiedział  w czym jest najlepszy, będzie wiedział co chce w życiu osiągnąć i jak to zrobić.

Mój młodszy syn poszedł do szkoły blisko domu, zanim to zrobił potrafił czytać, pisać i był ciekawy świata. Teraz nie interesuje go nic, nie lubi szkoły. Jedynym miejscem w  którym lubi przebywać jest biblioteka, z miłą Panią bibliotekarką. Od początku roku mój syn tam zagląda tak często jak może i czyta. Natomiast od połowy pierwszej klasy do końca trzeciej, czytanie było chyba za karę i przestało służyć odkrywaniu fantastycznych rzeczy i przygód.

Dziecko „grzeczne” w  tradycyjnej, masowej szkole to słaby człowiek w przyszłości, bez siły przebicia na rynku pracy, oczekujący pomocy, wsparcia.  Tacy ludzie czekają, aż ktoś im da pracę.  Sądzą, że im się należy bo byli grzeczni i się uczyli. No niestety już nie te czasy. Z wiekiem u dzieci rośnie agresja, chęć bycia lepszym od innych, zamiast współpracy. Wiadomo, że jak na zewnątrz jest agresja to w środku jest strach. Zawsze mi się to sprawdzało, kiedy dzieciaki były agresywne wystarczyło znaleźć przyczynę strachu i go „odczarować”.  Czego jeszcze uczymy się w szkole? Oceniania, krytykowania innych, oceniania siebie i jakoś mimo nowego trendu – oceniania wspierającego, nie wszędzie wygląda to tak jak powinno.  Niektórzy idą dalej, poprawiają własną samoocenę, przez obrzucanie błotem innych. Hejtowanie innych,  też powstaje w szkole, a potem w pracy już tylko się doskonali.

6685773631_6d26118696_n

Photo credit: MDGovpics / Foter / CC BY

Najtrudniej jest kiedy jako rodzic widzimy jak szkoła niszczy nasze dziecko i nie możemy nic z tym zrobić, bo pomimo tego, że robimy co możemy, przegrywamy z systemem, a najbardziej cierpi dziecko. Pomysł wyjątkowej szkoły wraca  do mnie jak bumerang. Kiedyś kiedy mieli zlikwidować miejsce, w którym pracowałam podzieliłam się pomysłem na rozwiązanie sytuacji. Ktoś go zrealizował, ale nie wiedząc wszystkiego, część rzeczy nie poszła i osiągnięty efekt jest bardzo połowiczny. W sumie to nawet minimalny. Powstała szkoła specjalna, trochę prywatna, natomiast nie prowadzą jej i nie decydują w niej te osoby, które ją zakładały. Decyzje podejmują Ci, którzy mieli możliwości, pieniądze na budynek i na start.  Jak to mówiła moja mama? Wspólnika trzeba wybierać lepiej niż przyjaciela. Więc szkoła znacznie odbiega od tego co wymyśliłam bo nie było mnie przy realizacji projektu.

Teraz powstał nowy pomysł o wiele większego projektu i mam nadzieję, że znajdę ludzi, którzy pomogą mi go zrealizować.

Fakt pracowałam w szkole specjalnej, czy w szkole masowej uda się zastosować indywidualne podejście do ucznia? Dlaczego nie? Przecież istnieją szkoły prowadzone metodami Marii Montessori, która była naukowcem i wiedziała że hipotezy muszą być poparte dowodami. Dzieci ze szkół montessoriańskich są skoncentrowane na swoich zadaniach, dążą do samodzielności, posiadają wiarę w siebie i z ufnością patrzą w świat. Są odpowiedzialne, empatyczne i chętne do pomocy innym . Wykazują inicjatywę, są cierpliwe, wytrwałe. Wiedzą czym jest honor i szacunek, umieją to stosować. Dzieci przepełnione radością i rozwijające swój indywidualny potencjał.Edukacja nigdy więcej nie powinna być w głównej mierze przekazywaniem wiedzy, ale musi przyjąć nową formę, szukając uwolnienia dla ludzkich możliwości.” Dr Maria Montessori. Cała metoda powstała na bazie obserwacji dziecka i jego naturalnych zdolności nastawienia na rozwój i osiągnięcie niezależności.  Takie szkoły nie są ogólnodostępne, nie ma ich zbyt wielu. Moja szkoła ma być dostępna dla każdego dziecka i pomagać w naturalnym rozwoju, pomagając w przygotowaniu do przejścia w świat dorosłych, tak, aby w pełni wykorzystując swój potencjał  zrealizować marzenia i być szczęśliwym człowiekiem.

Ostatnio po wielu latach używania komunikatora „Tlen”, wróciłam do GG i przeraziła mnie ilość młodych ludzi, którzy piszą bo się nudzą. Nie mają pasji, zainteresowań, marzeń celu, wrócili znudzeni ze szkoły, czy pracy i nie wymyślili nic lepszego niż poklikanie do obcego człowieka na GG. Ilość i poziom tych rozmów jest przerażający. Myślę, że  trzeba u tych ludzi i wielu innych odkręcić to co zepsuła masowa szkoła. Czy u wszystkich? Jasne, ze nie pomóc można tylko tym ludziom, którzy tej pomocy chcą, nic na siłę.

Rolą każdej szkoły jest rozwijanie potencjału w każdym człowieku indywidualnie. Taki rozwój pozwoli osiągnąć szczęście i sukces w życiu nie tylko zawodowym.